Czwartek
Dzisiaj po szkole szybko się przebrałem i wskoczyłem na rower. Chciałem odwiedzić dziadka na działce, ale niestety nikogo nie zastałem. Postanowiłem wracać, ale w pewnym momencie zastanowiła mnie droga, która skręcała w prawo. O dziwo do dzisiaj nigdy jej nie widziałem. Spojrzałem na zegarek i zdecydowałem, że zobaczę dokąd biegnie. Byłem pewny, że wyskoczę na górce za pobliską wioską i stamtąd będzie już prawie cały czas z górki. Niestety przeliczyłem się. Co prawda wyjechałem w pobliskiej wiosce, ale na jej samym końcu. Myślę: nic straconego, gdzieś tu jest droga do innej wioski. To jadę i powoli zaczyna mi się przypominać jak jechałem nią w tamtym roku. Droga wiodła między polami. W pewnym momencie moim oczom ukazał się podjazd. Wszystko byłoby pięknie gdyby nie to, że ktoś skosił tam trawę i koła się zapały. Zsiadłem i prowadziłem pod górę. Powoli zaczyna się pokazywać koniec i jakieś zabudowania. Pomyślałem, że już nie daleko. Dochodzę do góry i lipa :/ To nie tu. Na szczęście była też droga w lewo, którą znałem. Później bez przeszkód do domu.